Sadova Garage Party

Sadova Garage Party

Jakieś dwa tygodnie temu odbyła się spotnaniczna imprezka u Janka Niemcewicza w warsztacie o roboczej nazwie Sadova Garage Party. Zaczęło się od tego, że przejęty w spadku po bracie garbus ‚z historią’ o znanej wszem i wobec w światku garbusowym nazwie ‚Rondel’ miał zostać przygotowany do napraw blacharskch i w tym celu mialo zostać oddzielone podwozie od nadwozia. Operacja to może nie nastręczająca wielu technicznych trudności, ale dość trudna do wykoania w pojedynkę, stąd apel Janka na popularnym portalu społcznościowym. Okazało się, że przyjechala całkiem liczna grupa przyjaciół, którzy chętie pomogli przy pracy lub przynajmniej wspierali pracujących na duchu – jak na przykład moja skromna osoba. Może dzieki temu udało smi się zrobić kilka zdjęć.

Powyżej jest galeria zdjęć klilku garbusów obecnych na imprezce. Część z nich to garbusy klientów warsztatu Janka.

Do roboty, Panowie :)

Powyżejj widać zapewne, że to spotkanie to przyjemne z pożytecznym. Od towarzyskiego odkęcania śrubek przez pyszne burgery przygotowane prze Alę wraz jej dzielną małą pomagierką Misią po całkowity ubaw po pachy z jazdy po podwórku samobieżnym podwoziem. Wybaczcie, że nie ma więcej tekstu, ale nie ma tego klimatu jak przedstawić słowami. Trzeba tam było być! :)

Poniżej fotki zrobione przez przyaciół będących również na tej imprezce:

 


30 myśli nt. „Sadova Garage Party

  1. Widzę, że się dzieje męskie sprawy. Zawsze zastanawiałam się co faceci widzą w tym, że pogrzebią sobie przy samochodach. Tyle słowem wstępu powiem również, że fascynują mnie takie starodawne samochody, a garbusek jak zwykle nieśmiertelne niemieckie dzieło.

    • No faceci ponoć tak mają. Ale znam też takie dziewczyny. Jedna z nich (pełen szacun) własnoręcznie (!!!) remontuje Forda Capri Mk1.

  2. Witam
    Madziu , grzebanie przy samochodach to nie jest tak jak myślisz:)
    To dla prawie dla każdego mężczyzny sposób na zabicie czasu.
    Bardziej potraktuj to jak hobby. Kobiety niektóre robią biżuterie, my grzebiemy w autkach.

  3. Kiedyś miałem okazję pojeździć takim cacuszkiem. Szkoda, że na razie jest poza moimi możliwościami finansowymi. Spodobała się mi wersja bez nadwozia, otwiera nowe możliwości użytkowania ;)

    • Wersją bez nadwozia po drodze publicznej raczej niekoniecznie. Ale jest coś takiego, co się nazywa buggy i w istocie jest podwoziem od garbusa z otwartym nadwoziem z laminatu. Lekkie, wiatr we włosach i 50KM potrafi dać mnóstwo frajdy z jazdy.

      http://photos-a.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc1/hs014.snc1/4489_1083959827409_1478785057_30280192_2439673_n.jpg

      • Mój znajomy kiedyś hobbystycznie składał buggy (podobne to tego ze zdjęcia, tyle, że dodawał jeszcze orurowanie/ramę), złożył ze 4-5. Wszystkie szybko jakoś sprzedawał, bo kupców nie brakowało, ale zanim sprzedał to frajdy zawsze mieliśmy z jazdy co nie miara :)

        • Faktycznie u nas w Polsce to orurowanie było takim swojskim elementem stylu. Nie wiem skąd się to wzieło, pewnie stąd, że ktoś pierwszy takie zrobił i inni widząc papugowali. Buggy wywodzi się z południowo-zachodnich stanów USA – (szczególnie południowa California) Były ich różne wersje – jak to oni nazywają off-road – ale to nie to samo co nasze terenowki. Tam off-road w dużej mierze to szybkie rajdy pustynne w leciutkich, szybkich kostrukcjach, a nie przełajówki w 4×4 z wyciągarką po bagnach. Stąd określenie ‚Dune buggy’, które wywodzi się z wczesnych lat 60tych. (Dune [eng] wydma). Z czasem ten koncept był wykorzystywany w innych – mniej wyczynowych celach (zgodnie z nazwą)
          – ‚Beach Buggy’ – jako środek transportu dla surferów. Wtedy można było wjeżdżać autem na plaże. A plaże w południowej Californi są rozległe. :)
          – ‚Street Buggy’ – od połowy lat 60tych wyścigi na 1/4 mili (w tym jakieś tam uliczne, pół-legalne) wybuchły i stał się to sport numer jeden w tym rejonie. A buggy jako pojazd bardzo lekki z tylnym napędem i korzystnym rozkładem masy w kierunku żwawego startu i przyśpieszenia miał tą zalete, że nominalnie niezbyt mocny silnik w takim nadwoziu dawał szanse konkurowania z naprawdę szybkimi przeciwnikami z normanych, sporo cięższych i mocniejszych samochodach. Generlanie ‚Street Buggy’ ma wiele wspólnych cech i podobne korzenie co tzw. Ford T-Bucket Hot-Rod.

          T-Bucket Hot-Rod

          Idea jest ta sama. Sporo piosenek było na ten temat:

  4. Nie wiem czemu, ale Garbus w moim sercu zajmuje szczególne miejsce….chciałęm nawet sobie kupić, ale żona mnie od tego pomysłu odciągnęła.

    • Trzeba się było słuchać serca. Teraz będzie tylko drożej. Każde hobby kosztuje. Nawet szydełkowanie. Jak żona będzie sobie chciała kupić kolejne szpile za 1500zł to się zastanów czyje hobby tańsze :)

  5. To podwozie wygląda zupełnie jak gokart, coś niesamowitego :) impreza musiała być przednia. Lepszy taki pół-aktywny wypoczynek z przyjaciółmi przy burgerach, niż bierne siedzenie przed tv z piwem.

  6. Jak ja lubie takie mini zloty osób znających się na motoryzacji – musiałoby być bardzo klimatycznie, szkoda, że całkowicie gdzie indziej mieszkam ale cóż może uda mi się kiedyś na czymś takim uczestniczyć. Garbuska zazdroszczę, chciałbym mieć taką bestie, ma strasznie specyficzny wygląd i według mnie lepszy niż nowe garbuski.

  7. Pasja.. każdy powinien mieć w życiu jakąś. W wypadku Janka to samochody (może waszym też), a moim fotografia. Przyznam, że czytałem tego posta z zainteresowaniem a garbusy naprawdę wyglądają świetnie. Od dawna się tym zajmujecie? Kiedy kolejne „party”? Pozdrawiam i czekam na nowe posty :)

    • Na imprezie była mała cześć całej społeczności fanów starych Volkswagenów. Sezon się kończy, więc zapewne teraz będziemy się spotykać w bardziej zamkniętych garażach…

    • Eee, nie szafujmy wielkimi słowami. Pasja to mocno już wyeksploatowane słowo. W każdej relacji z jakiegokolwiek zlotu, czy to VAGów czy Youngtimerów czy nawet Vespy pojawia się przynajmniej kilka razy… Ze chwilę okaże się, że zwykły wybór marki służbowego auta w leasingu niepodyktowany jedynie warunkami finasowymi to już pasja. To, że ludzie jeżdżą nudnymi samochodami, mają mega nudne życie i dla nich wybitną rozrywką jest oglądanie przygłupich talent szołów w TV to nie znaczy, że cokolwiek ponadto, to już pasja. To po prostu hobby. I tyle. Pasja jest wtedy, gdy naprawdę wiele poświęcasz osiągnięciu jakiegoś celu w obrębie tego hobby. Na przykład wtedy gdy rzucasz robotę w korporacji, żeby za mniej niż połowę korporacyjnej pensji naprawiać stare motocykle, ale oprócz tego masz w tym zakresie mega wiedzę i umiejętności… Albo będąc dziewczyną kupujesz starego forda capri do kapitalnej odbudowy blacharskiej i mechanicznej i wykonujesz te prace po robocie samodzielnie przez wiele miesięcy… A posiadanie dwóch starych VW i raz na jakiś czas podłubanie przy nich… Bez pzesady.

  8. Muszę kupić taki samochód bez karoserii swojej dziewczynie. Nigdy więcej problemów z określeniem odległości ;) Poza tym fajnie pośmigać czymś takim!

    • To wcale nie jest takie trudne. Wiekszość Polaków ma taką samą pasję – piwo i telewizor. Nie trzeba wiele poświęcić, żeby jej się oddawać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *