Inch Pincher Story cz.3 – garbus na 1/4 mili

Inch Pincher Story cz.2 – garbus na 1/4 mili

Inch Pincher – garbus na 1/4 mili

Sezon wyścigowy 1967 ukazał pewne zmiany w podziale na klasy w NHRA. Organizacja pozostawiła przepisy bez zmian w zakresie klas samochodów z silnikami wolnossącymi od klasy A/Gas po F/Gas. Natomiast klasy G/Gas i H/Gas zdominowane przez pojazdy z silnikami dolnozaworowymi (nie licząc VW) czekały spore zmiany. W klasie G/Gas widełki masa/pojemność nie uległy zmianie, ale pojawiły się zmiany w dopuszczeniu typów silników. Od tego momentu klasa dotyczyła wolnossących dolnozaworowych v8, rzędowych sześciocylindrowców, przeciwsobnych sześciocylindrowców (boxer) i rzędowych ośmiocylindrówek z dowolnym typem głowicy. Jak widać volkswageny zostały wykluczone z tej klasy. Z punktu widzenia właścicieli VW w klasie H/Gas zmieniło się sporo – a mianowicie widełki wagowe spadły do 10 funtów na cal sześcienny.

016 shorrock 018 shorrocks supercharger 017 shorrocks supercharger

 Spektakularne 1600 z kompresorem zostało przeniesione do nowej, superlekkiej wyścigówki ochrzczonej mianem Jouster zbudowanej w oparciu nadwozie wykonane całkowicie z włókien szklanych. Niestety samochód ten nie powtórzył sukcesu poprzednika i zakończył żywot podczas kraksy w 1968 roku na torze Orange County International Raceway. Na sezon 1967 Inch Pincher został dość znacznie przebudowany w związku ze zmianami w kategorii wagowej dla klasy H/Gas. Przednie zawieszenie, poszycie podłogi, drzwi, błotniki i pokrywy bagażnika i silnika zostały usunięte. Seryjne przednie zawieszenie zostało zastąpione sztywną osią z lekkich przekrojów, panele podłogi wykonano z aluminium, a drzwi, błotniki i pokrywy silnika i bagażnika zostały wykonane z lekkich włókien szklanych. Oryginalne owalne tylne okno zostało wycięte i zastapione wersją z późniejszego modelu i wszystki szyby zostały wykonane z pleksiglasu w celu dalszego obniżenia masy pojazdu. Samochód został przemalowany w kolorze czerwonym metallic (metalflake) z płomieniami oraz został wykonany napis Inch Pincher na drzwiach.

Inch Pincher garbus na 1/4 mili

W 1968 roku Dean Lowry opuszcza firme EMPI , by stworzyć firmę Deano Dyno Saurs wraz z bratem Kenem. W związku z tym Inch Pincher powrócił do pełnej dyspozycji Darrella Vittone, który ścigał się nim w zawodach NHRA. W tym roku dach został pokryty materiałem we wzory kwiatowe, zmienione zostały błotniki. Samochód napędzał silnik 1952cc spięty ze skrzynią biegów Porsche. Osiągał czasy w rejonie niskich 12tek i wbudzał strach i respekt wśród rywali.

Inch Pincher garbus na 1/4 mili

 Do roku 1970 Darrel Vittone szukał sposobów na poprawę osiągów samochodu. Z drugiej strony Inch Pincher był znany jako samochód zbudowany przez Deana Lowry, a Darrell nie chciał się dzielić sukcesami ze swoim byłym kolegą, a zasługi zbierać na własne konto. Zdecydował się więc na zbudowanie kolejnego samochodu od podstaw.

 W zasadzie zachował podwozie i układ napędowy, ale zmienił wszystko inne.  Samochód otrzymał silnik o średnicy cylindrów 88mm przy skoku 82mm wału SPG na łożyskach tocznych i zasilanego parą wielkich Weberów 48 IDA. Rozrządem sterował wałek EMPI 851, a głowice wyposażono w zawory 39mmx35.5mm. Nowe nadwozie pochodziło z modelu ’59 faltdach, ale dach został obniżony, a faltdach zastąpiony panelem z pleksiglasu. Felgi BRM wieńczyły dzieło wraz z lakierem podkładowym i napisem Inch Pincher Too na drzwiach. Samochód wystartował podczas małej imprezy wyścigowej przed dużą imprezą 1971 NHRA WinterNationals. Pojazd pobił krajowy rekord wynikiem 12.11 przy prędkości na mecie 111.1 mil/h. Po jednym wyścigu nadwozie otrzymało nowy lakier w pojechany wzór składający się z czerwienie, pomarańczy i błękitów. Wnętrze było wykończone aluminium, felgi były z polerowanego aluminium i miał dużo chromowanych detali. Został zamontowany pałąk antykapotażowy i ręcznie szyta tapicerka foteli. Silnik i skrzynie były wykończone na złoto.

 Darrell vittone opuścił firmę EMPI w 1972 roku, by stworzyć firmę TheRaceshop z Dave’em Andrews’em i specjalistą od obróbki głowic Fumio Fukaya. Inch Pincher Too został sprzedany razem z marką EMPI firmie Filter Dynamics. Ścigał się nim wówczas Jim Carlton, poczym samochód został dalej sprzedany i tak przechodził z rąk jednego entuzjasty wyścigów do kolejnego.  Nikt nie wie  co dalej stało sięz tym legendarnym samochodem I nie wiadomo nawet czy w ogóle jeszcze istnieje. Podobno został sprzedany klientowi z Ameryki Południowej, jak klika innych wyścigówek z tamtych czasów.
Powstał jeszcze na wschodnim wybrzeżu Inch Pincher III, który promował działalność tamtejszego oddziału firmy. Ścigali się nim Denny Grave i Skip Hamm i nieźle sobie radzili, ale nie na tyle dobrze, by wskrzesić legendę oryginalnego samochodu wyścigowego Inch Pincher.

Źródło: http://jbvwt2b.skynetblogs.be

fotos: http://speedwell55.skynetblogs.be

Friday Night Cruise :)

Znów udało się szybko zebrać całkiem spore grono na spontaniczne wspólne jeżdzenie w piątek wieczorem. Spotkaliśmy się o 19:30 na stacji paliw na ulicy Fieldorfa opodal Wisły. Przyjechali Orzech ze swoim uczniem, Qvazzi, Jack, Gino, Qubek z Karo, ADI i ja. Ciekawym pojazdem przyjechał Gino – mianowicie Citroenem DS rocznik '64. Niesamowity pojazd! Na zdjęciu poniżej zachwycony Qubek przymiarza się do tego samochodu.

Stamtąd wyruszylismy na most Świętokrzyski, potem ulicą Sobieskiego do mostu Poniatowskiego, gdzie przed przeprawą przez rzekę zjechaliśmy ślimakiem na Powiśle i zatrzymaliśmy się pod kawiarnią Warszawa Powiśle. Tam pogadaliśmy sobie nieco dłużej w oczekiwaniu na przyjazd fanów starych Fordów, gdyż taką informację dostałem od zaprzyjaźnionego właściciela czarnego Taunusa. 

    

W pewnym momencie większość naszej ekipy odmeldowała się do domu i zostałem sam z fordziarzami przynajmniej do mometu aż nadjechał Blaz. Niedługo później przyjechali jeszcze Majki i Czarek z SSVWF i we czterech udaliśmy się na przejażdzkę i robienie zdjęć.

Spotkanie zakończyliśmy o godzinie 1:30 kebabem i pojechałem spać. Oby więcej takich wieczorów, póki pogoda sprzyja! :)

rebel

Monday Night Cruise…

Dziś wieczorem był koncert w klubie Radio Luxemburg, na który wybrało sie trochę naszych znajomych. Umówiłem się tam z Majkim na miejscu, przed klubem. Pogadaliśmy sobie z Kacprem i Rafałem, Kamilem i Tyką, po czym stwierdziłem, że te 20 zł za wstęp wolę wlac do baku i pojeździć. Korzystając z resztek pogody na przejażdżkę i robienie zdjęc wybrał się ze mną Majki swoim ogórkiem.

Zdjęcia niestety robione telefonem… Zdjęcia Majka lustrzanką w przygotowaniu.

rebel

Sunday Afternoon Cruise 2

Spotkaliśmy się nieco mniej licza ekipą tym razem na parkingu Carserwisu przy Żwirki i Wigury. Zebrała się ekipa w składzie: Orzech z żoną Natalią, Qcyk z Mają, Elvis z narzeczoną Dominiką, Majki z Karoliną i ja. Zamieniliśmy kilka zdań i pojechaliśmy sobie trochę pojeździć po okolicy. Szukałem stacji benzynowej z czynnym kompresorem. Zarówno Orlen przy Wołoskiej, jak i Statoil przy Samochodowej miały nieczynne lub zepsute kompresory. Licząc na to, że dobra marka, jaką podobno jest BP, pojechaliśmy na Grójecką. Szukam kopresora, jeżdzę po całej stacji.. jest! Tuż obok odkurzacza. Podjeżdzam, wysiadam i… zobaczyłem kartkę: 'Kompresor' Nieczynny'. Ręce mi opadły…

W związku z tym, że małżonka ma została z dzieckiem w domu to wpadliśmy na pomysł, żeby ją zabrać choćby na sam koniec przejażdżki i przedstawić naszą latorośl zgromadzonemu towarzystwu. W tym celu pojechaliśmy razem pod mój blok.

Nati z Dominiką z garbie Elvisa.

Majki się przymierzał do mojego samochodu. Okulary miał pod kolor większości lakieru :) Zastanawiał go fakt, jak działa mój shiter Hurst Indy, który charakteryzuje się brakiem specjalistycznego wichajstra do przełączania na tryb wsteczny. W innych drążkach mają one za zadanie uniemożliwić roztargnionemu kierowcy wrucenie drugiego biegu zamiast wstecznego. Skuteczność mojego drążka opiera się na wprawie kierowcy :)

Było fantastyczne światło do zdjęć tego popołudnia. Szkoda, że nie mam lustrzanki, bo aparat w telefonie nie poradził sobie z ampitudą kolorów.

Moja córcia Mania pierwszy raz w garbie :) Mam nadzieję, że pogoda pozwoli jeszcze na powtórzenie takich wypadów, bo naprawde było świetnie.

rebel

Sunday Afternoon Cruise :)

Niedzielne popołudnie upłyneło pod znakem wspólnego jeżdzenia po mieście. Spotkaliśmy się w
skromnym gronie: Orzech z Nati, Qvazi, Czarls, Majki, Qcyk i ja
. Oczywiście nie obyło się bez
przygód – skończyło mi się paliwo na skrzyżowaniu Królewskiej z Marszałkowską :) Gdyby nie
bratnia pomoc kolegi Orzecha (resto-cal.blog.pl), to miałbym powazny problem :p

Podjechaliśmy do kawiarni Warszawa Powiśle, gdyż obywało się tam zakończenie sezonu
organizowane przez magazyn Classic Auto.
Była wspaniała pogoda!
Spotkaliśmy tam kilku znajomych – Rafała z rodents.pl, Rafa i Blaza z veedub.pl,
Pasikonika i Inżyniera z Garbersów i kolegów ze Stada Baranów.
Liczyłem po cichu na to, że spotkam jeszcze
parę osób z innych organizacji, ale niestety się nie pojawili.

Było kilka bardzo ciekawych samochodów w tym jeden zbudowany całkowicie
od zera inspirowany wyścigówkami z lat 50tych. Właściciel chetnie prezentował ciekawsze
szczegóły konstrukcyjne samochodu i był zdecydowanie zbyt skromny, jak na twórcę takiego
samochodu.

Poczekaliśmy chwilę jeszcze na Michała i Pawła z Wesołej i uderzyliśmy dalej w trasę.

Imprezę zakończyliśmy wspólnym posiłkiem w rejonie Wilanowa :)

Ech, było świetnie!
Oby jeszcze w tym sezonie udało się załapać na parę dni takiej pogody, żeby jeszcze sobie
trochę pojeździć przed zimowaniem aut.

rebel

Surf Club Party

Świetnie zorganizowana impreza!
Przyjechało całkiem sporo starych volkswagenów.
Klub SSVWF pojawił się w składzie: Tomek Tyka z osobą towarzyszącą, Łysy z dziewczyną,
Cudak z żoną, Elvis z narzeczoną, Majki, Dunde, Qcyk z dziewczyną, i moja skromna osoba (do
której na chwilę dołączyła moja żona Madzia z naszą 7miotygodniową córką).
Oprócz klubu pojawiły się osoby zaprzyjaźnione z klubem: Orzech z żoną Natalia i kolegą, Rafał
z
Rodents.pl
i Kacper z osobą towarzyszącą, Michał z Wesołej, i Qvazi z osobą towarzyszącą.
W sumie wyszło badzo fajne towarzyskie spotkanie przy okazji imprezy, która była adresowana
głównie do fanów sportów mniej lub bardziej ekstremalnych.
W pierwszej częsci imprezy pogoda była świetna jak na początek
października, co motywowało nas do spędzania czasu na zewnątrz Surf Clubu, gdzie odbywały
się konkursy sportowe. Była rampa dla deskorolkowców, później pojawiła się rampa dla snowbo-
ardzistów z prawdziwym śniegiem.
Około 16tej pojechalismy złoźyć życznienia Jack'owi z okazji jego ślubu (Jeszcze raz wszystkiego
najlepszego na nowej drodze życia, Jacku!)
po czym wrócilismy do Surf Clubu.
Niestety zimny wiatr spowodował, że nie dotrwaliśmy do końca imprezy, czego bardzo żałuję
i nie udało mam się doczekać koncertu Muchomów, kultowej warszawskiej kapeli poruszrającej się
sprawnie w rejonach muzycznych klasycznego Surf'u i Surf Rocka oraz części tanecznej,
do której zagrzewał DJ Kuczijo grający klasyczne surfowe kawałki.

Jestem mile zaskoczony energią organizacyjną właścicieli
lokalu, bedę za nich trzymał kciuki. Być może w następnym sezonie będziemy tam zaglądać
poczas przejazdów po mieście, a zimą pewnie wpadniemy w celach psychicznego
odreagowania warunków zimowych.

Reszta wieczoru i nocy ubiegła pod znakiem after party u Majka z okazji jego 24tych urodzin!
Jeszcze raz wszysktiego najlepszego, Majku! Było grubo :) Rzekłbym, że takie uprawianie
sportów ekstremalnych zdecydowanie trzeba będzie powtórzyć :)

Fotos: Orzech

rebel